– Chcemy wiedzieć, co jemy i czym podlewamy swoje rośliny – mówi Paulina Martyniuk, prezes ROD „Kopernik”. Za płotem mają hałdę odpadów, a wciąż nie wiedzą, czy ziemia, w której uprawiają warzywa i owoce, jest bezpieczna. Zebrali podpisy i skierowali petycję do Ministerstwa Klimatu i Środowiska

Na działkach przy ulicy Brzozowej rosną pomidory, ogórki, marchew i owoce. Działkowcy podlewają swoje uprawy, zbierają plony i zabierają je do domów. Problem w tym, że tuż za ogrodzeniem znajduje się teren, którego historia od lat budzi ogromne emocje. Hałda odpadów jest dla działkowców nie tylko problemem estetycznym. Jest źródłem pytań, na które – jak mówią – nikt dotąd nie dał im konkretnej odpowiedzi: czy ich ziemia i woda są bezpieczne? – Nikt wcześniej nie interesował się tym, co my jemy i czym podlewamy nasze rośliny. A przecież to są teoretycznie ekologiczne uprawy – mówi Paulina Martyniuk, prezes ROD „Kopernik” i inicjatorka petycji.

fot. Działkowcy chcą mieć pewność, że mogą bezpiecznie uprawiać warzywa i owoce

Nie chcemy czekać na katastrofę

Niepokój działkowców potęgują pożary, do których dochodziło na pobliskich terenach. – Widzimy dym i ogień praktycznie przez płot. To naturalne, że człowiek zaczyna się bać o swoją ziemię, wodę i to, co rośnie na działce – mówi Martyniuk. W pamięci wielu osób pozostaje pożar składowiska w Przylepie pod Zieloną Górą. Działkowcy nie chcą, by w Nowej Soli ktoś zaczął dokładnie sprawdzać stan środowiska dopiero wtedy, gdy wydarzy się katastrofa. – Nie chcemy badań po fakcie. Chcemy wiedzieć teraz, co mamy w ziemi i wodzie – podkreśla prezes „Kopernika”. I właśnie dlatego powstała petycja do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Najważniejszy postulat jest konkretny: rzetelne, profesjonalne badania gleby i wody na terenach ogrodów działkowych.

To nie jest tylko problem Kopernika

Do inicjatywy szybko dołączył sąsiedni ROD „Irys”. Prezes Marcin Mencel podkreślał w rozmowie, że problem dotyczy nie jednego ogrodu, ale całej społeczności działkowców funkcjonującej w bezpośrednim sąsiedztwie terenów, o których od lat mówi się w kontekście odpadów i konieczności ich uporządkowania. W jego ocenie działkowcy nie chcą być pomijani w tej dyskusji. Chcą przede wszystkim konkretnych informacji i działań, które pozwolą ocenić, czy korzystanie z ogrodów jest bezpieczne. – Tu nie chodzi o szukanie winnych czy kolejną dyskusję, kto za co odpowiada. Chodzi o ludzi, którzy mają tutaj swoje działki i chcą mieć pewność, że mogą bezpiecznie uprawiać warzywa i owoce – mówi Marcin Mencel.

Chcą tylko wiedzieć, jaką mają ziemię

Działkowcy z „Irysa” zebrali 134 podpisy. W „Koperniku” pod petycją podpisało się 108 osób. Łącznie to 242 podpisy mieszkańców i użytkowników ogrodów, którzy domagają się sprawdzenia tego, czego dziś nie da się zobaczyć gołym okiem. Petycja miała pierwotnie trafić do ministra podczas planowanej wizyty w regionie. Ta została jednak odwołana, dlatego dokument skierowano do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Działkowcy nie chcą opierać się na przypuszczeniach. Nie twierdzą, że ich ziemia jest skażona. Chcą, żeby ktoś to po prostu sprawdził. – Chcemy wiedzieć, jaką mamy ziemię – mówi Paulina Martyniuk. To pozornie proste oczekiwanie w rzeczywistości dotyczy sprawy bardzo poważnej. Bo dla działkowca ziemia to nie tylko kilka arów zapisanych w dokumentach. To miejsce, w którym przez całe lato pracuje, z którego zbiera plony i którym później dzieli się z rodziną. A ich petycja jest próbą przerwania milczenia wokół hałdy i przypomnienia, że za każdym sporem o odpady, rekultywację i odpowiedzialność instytucji są ludzie, którzy codziennie żyją tuż obok.