Wśród charakterystycznych cech, z jakimi ludzie kojarzą stadion Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, na pierwszych miejscach będą najpewniej te związane z jego wiekiem i kiepską kondycją techniczną. Zaraz po nich będzie to jednak Arkadiusz Kirchner, a dokładnie jego głos, którego w roli spikera udziela kibicom już od 23 lat! W rozmowie z nami Arek dzieli się nie tylko wrażeniami z pracy na meczach, ale też opowiada o innej ze swoich pasji, czyli udziale w konkursach wiedzy ze świata sportu
Falstart na początek
– Zaczęło się w 2003 roku i zdecydował o tym przypadek. Ówczesny spiker Edward Jabłoński musiał zrezygnować z funkcji i Przemek Gusta zapytał mnie, czy ja bym nie przeczytał składów meczowych. Na mecze chodziłem od lat 70’, ale nie miałem nic wspólnego z takimi zadaniami, dlatego zgodziłem się dość niechętnie. Miał to być mecz z Polonią Słubice. Pech chciał, że sprzęt, nie taki jak dziś bezprzewodowy, spalił się tego dnia i żadnego nagłośnienia, a więc i spikerki, nie było. Dwa tygodnie później na Tęczę Krosno wszystko działało już jak trzeba i zaliczyłem debiut. Byłem przejęty, głos mi drżał, gdy odczytywałem zdania napisane wcześniej na kartce. Potem Kaziu Ekiert i Andrzej Graczyk zaproponowali mi tę funkcję na stałe, dlatego chciałem zrobić uprawniający mnie do tego formalnie trzydniowy kurs. Klub zapłacił i mogłem wziąć udział w zajęciach z chorzowskim spikerem, ale i psychologiem, który uczulał na odpowiednie komunikaty kierowane do kibiców np. w groźnych sytuacjach bójek. W tym samym roku Arka Nowa Sól awansowała do silnej III ligi. Graliśmy z m.in. Rakowem Częstochowa, w którego składzie grał wypożyczony z Legi Jacek Magiera, Śląskiem Wrocław, Miedzią Legnica z Marcinem Robakiem. Na stadion przychodziło po 1200-1500 osób. Dobry czas dla piłki nowosolskiej. Dobry futbol.
„Słyszeliśmy to”
– We wspomnieniach mam np. przyjazd Śląska Wrocław i straszną bitwę, jaka miała wtedy miejsce. Ludzi się pobili przy garażach, interweniowała policja. A z takich śmieszniejszych, to np., że muzykę początkowo puszczałem z tzw. jamnika. Wkładałem płytę cd i podkładałem mikrofon pod głośnik. Tak często włączałem „Dziewczyny lubią brąz” Rynkowskiego, że w końcu kazali mi przestać, bo już każdy miał dość tego utworu. Do budki do mnie zagląda czasem redaktor Marek Staniszewski z Radia Zachód. Raz leżał przed nami mikrofon i nie zauważyłem, że jest włączony, a naszych akurat mocno rywale naciskali. Przekląłem siarczystym „ja pier…”, co usłyszał głośno i wyraźnie cały stadion. Kibice chórem odpowiedzieli „słyszeliśmy to”.
Ponad 660 meczów!
– Zbieram z każdego meczu takie identyfikatory od sędziego. Na odwrocie wpisuję sobie datę i informację o meczu, stąd wiem, że mamy ich już na swoim koncie ponad 660. Jako chłopak, jak wszyscy, grałem w piłkę, ale nigdy nie miałem przekonania, żeby pójść do klubu i trenować. A z moim wzrostem ponad 190 cm byłem postrzegany jako dobry materiał na stopera. Ta spikerka jest więc dla mnie formą rekompensaty, że nie wszedłem do tego świata, jako zawodnik. Dzięki temu poznałem wielu ludzi, zawodników jak Marek Niewiadomski, Marek Koniarek, Józef Młynarczyk czy w ostatnich latach Dariusz Szpakowski, który gościł na reaktywacji Dozametu i z którym bardzo miło wspominam współpracę na tamtym meczy. Cały czas piłką żyję, ale to tak jak kiedyś żyłem i miejscowym boksem, czy później siatkówką, ręczną. Jestem tam, gdzie trzeba.
Emocje w środku
– Nawet jak nie ma wyników, przyjmuję to na takiej zasadzie, że grają na tyle, na ile potrafią. Nie krytykuję. Cieszy mnie, gdy jest dobrze. Podchodzę wtedy do chłopaków, pochwalę, poklepię po plecach. Zwykle znałem zawodników, a oni mnie znali i można było zamienić kilka słów. Oglądając z góry mecze zawsze jestem pełen kumulujących się emocji i spięty. Zerkam na zegarek, sprawdzam, ile do końca, martwię się, czy odrobią stratę, czy utrzymają wynik. Nierzadko po powrocie do domu jestem wypalony i wciąż przeżywam, że niewykorzystane sytuacje. Jak mecz jest wygrany, to schodzi powietrze, jest ulga, a jak to jeszcze jest sobota, to wiadomo, że niedziela będzie dobra.
Ratunkowa butelka
– Na kursie nauczyli mnie, że na stadionie muszę być co najmniej godzinę przed meczem. Sprawdzam sprzęt, robię próbę mikrofonu, sprawdzam czy nie brakuje mi długopisów i ołówka. Idę do sędziów, biorę składy, orientuję się, czy nie doszło do jakichś zmian. Zdradzę, że w trakcie meczu w budzie różnie bywa z… fizjologią. Czasami człowiek nie ma wyjścia i wtedy sytuację ratuje pusta butelka po wodzie. Czuję się dobrze, spikerowanie sprawia mi przyjemność i też wiem, że ludzie tego chcą. Na wielu inny stadionach nie ma spikerów. Byłem niedawno w Zielonej Górze na starcie sezonu i meczu naszych z rezerwami Lechii i była cisza. Kibice nie wiedzieli, kto sędziuje, kto schodzi z boiska, kto wchodzi. Wydaje mi się, że regulaminowo wymagane jest to dopiero od III ligi.
Najpierw zaśpiewał
– Pierwszy konkurs i nagroda nie miały nic wspólnego ze sportem. Jakoś 20 lat temu, gdy w telewizji był taki program „Wideoteka dorosłego człowieka”, można było zadzwonić i zaśpiewać. Spróbowałem, odebrali, połączyli mnie z programem, a że akurat dotyczył Połomskiego, to zaśpiewałem „Cała sala śpiewa z nami”. Wygrałem duży zestaw płyt cd Piwnicy pod Baranami. Potem były przygody ze studenckim Radiem Index i konkursami Maćka Noskowicza. Raz wygrałem np. bilety na mecz żużlowy. Innym razem zaproszono mnie do studia na finał takiej zabawy i też coś wygrałem. Potem bywało z tym różnie, aż w Radiu Zachód M. Staniszewski reaktywował Sobotni Konkurs Sportowy, którego eliminacje odbywają się co tydzień o godz. 8.30. Odpowiedź na trzy pytania gwarantuje udział w comiesięcznym finale. W kilku byłem, trochę rzeczy wygrałem, ale to jest akurat drugorzędna sprawa, bo przede wszystkim cieszy mnie rywalizacja z naprawdę dobrymi przeciwnikami, którzy mają na swoim koncie starty w np. „Jeden z dziesięciu”, „Miliard w rozumie”, czy konkursie Lata z Radiem.
Pamięć do detali
– Pytania w SKS dotyczą sportu na każdym poziomie – od lokalnego, przez polski po ogólnoświatowy. Jest ich kilkaset i bywa, że się powtarzają, dlatego jak czegoś nie wiem, to po poznaniu odpowiedzi już zapamiętuję. Mój mózg tak wszystko koduje. Dla przykładu, szkołę średnią skończyłem ponad 40 lat temu, a do dziś pamiętam w kolejności alfabetycznej wszystkie 29 nazwisk osób z klasy. Inny przykład, pamiętam, że Piotr Domagała w 2003 r. w meczu z Uranem Trzebicz strzelił gola w 79 minucie. Na czerwcowym finale SKS było pytanie o to, kto w 1976 r. stał na bramce w historycznym, wygranym 6:4 meczu mistrzostw świata w hokeju Polska – Związek Radziecki. Wiedziałem, że to Andrzej Tkacz. Rywal nie. Dlaczego takie rzeczy zostają w mojej głowie? Sam nie wiem. W każdym razie detale, jak liczby czy nazwiska często zapamiętuję. Tak jak piłce, tak i konkursom jestem oddany. Szykuję się do eliminacji, jak zaliczę swoje trzy pytania, to czekam na finał miesiąca, a jak nie, to czekam kolejnej soboty eliminacyjnej. W SKS jest też prowadzony roczny ranking uczestników finałów. W przeszłości kończyłem rok drugi, trzeci i czwarty. Teraz w aktualnym prowadzę. Mam więc szansę zakończyć tę zabawę pucharem.










