– Genaja od zawsze zasługiwał na upamiętnienie, do którego jednak do dziś nie doszło. Był pionierem Solidarności w Nowej Soli i osobą fizycznie skrzywdzoną, perfidnie wyizolowaną w społeczeństwie przez SB, a i potem w czasach demokracji – mówi Andrzej Perlak
Andrzej Geneja urodził się w Białej-Podlaskiej 10 lutego 1944 r. Był nauczycielem zawodu w nowosolski „Nitkach”, a od 1979 r. pracował w kotłowni zakładu „Odra”. Był współtwórcą i wybranym na przewodniczącego pierwszej w naszym powiecie organizacji zakładowej „Solidarność” – związku zawodowego w „Odrze” datowanego na 9 września 1980 roku.
– Porządny, skrupulatny urzędnik z zacięciem prawnym. Łączył środowisko różnych zakładów i oddziałów Solidarności. Uczył innych, np. w Dozamecie, jak założyć związek. Byłby działaczem, jak większość pozostałych, którzy też odsiedzieli swoje w czasie internowania, jemu jednak przyszło zapłacić znacznie większą cenę… – mówi Andrzej Perlak, historyk, solidarnościowiec i kolega z celi Genei.
Tym, co zdecydowało o losach A. Genei i skrajnych metodach walki z nim, jakie zastosował aparat państwa, była zorganizowana przez niego 17 września 1981 r. na Placu Floriana w Nowej Soli pierwsza, rocznicowa msza polowa z udziałem biskupa Pawła Sochy. Geneja odważył się otwartym tekstem powiedzieć o ataku Sowietów na Polskę z 17 wrześniu 1939 r. Nie pominął wątku zbrodni katyńskiej i okupacji. Podobny społeczno-polityczny wykład wygłosił przez zakładowy radiowęzeł.
13 grudnia 1981 r. jak wielu został internowany. Milicjanci w kominiarkach z domu zabrali go przed północą. 10-letnia córka płakała. Geneja pod groźbą użycia siły podpisał, że nakaz przyjmuje do wiadomości. Wraz z kilkoma innymi zatrzymanymi wieźli go w nieznanym kierunku przez zadymkę śnieżną. Pierwsze dni spędził zupełnie sam w zielonogórskim areszcie w zimnej celi. Gdy wreszcie pozwolono mu na spacery, nie mógł podczas nich nawiązywać kontaktu z innymi internowanymi. W święta znów był sam, a na pierwsze widzenie rodziny pozwolono dopiero 3 stycznia 1982 r. Kilka dni później zarzucono mu „kolportaż grypsów” – nielegalne przekazywanie informacji.
Zrobili w celi tzw. kipisz. Wszystko powywracali, ale niczego nie znaleźli. Wtedy zabrali Geneję do świetlicy, w której kazali mu się rozebrać. – Zdjęli ze mnie ubranie i kazali rozkraczyć nogi. Nie chciałem. Wtedy uderzono mnie od tyłu. Zaglądali do odbytnicy i pod genitalia, po czym znów bili, kopali. Trwale uszkodzili mi kość ogonową – relacjonował sam A. Geneja w wywiadzie z Marią Perlak zamieszczonym w książce „Nowosolska Solidarność. Relacje. Wspomnienia. Dokumenty” A. i M. Perlaków.
Kolejne tygodnie więzień spędził w celach w Głogowie i Ostrowie Wielkopolskim. Skutki uszkodzenia kręgosłupa doraźnie „leczono” dwoma zastrzykami.
– Przeżył ogromną traumę. Wtedy nikt tego tak fachowo nie diagnozował, ale dziś wiemy, że przejawiał w kolejnych latach cechy tzw. zespołu stresu pourazowego. Lekarze odradzali mu angażowanie się w tematy związane z działalnością Solidarności, ponieważ wzbudzało to w nim ogromnie złe emocje. Zaczął się więc izolować, co środowisko interpretowało jako rodzaj zdziwaczenia – mówi M. Perlak, była działaczka podziemnej Solidarności i wraz z mężem współautorka wielu publikacji na jej temat.
Po internowaniu Geneja spotkał się z wymuszanym przez władze ostracyzmem. W zakładzie „Odra” ograniczano jego kontakty z załogą. Regularnie otrzymywał obowiązkowe wezwania do stawienia się na komendzie Milicji Obywatelskiej. Często kończyło się to kilkoma godzinami oczekiwania, po których okazywało się, że żadnego przesłuchania nie będzie. Proponowano mu służbę w SB, ale odmawiał, był więc nękany. W domu miał rewizje, podczas których szukano u niego nielegalnych wydawnictw podziemnych struktur Solidarności, i w czasie których znikała większość gromadzonych jako dowody wezwań na komendę. W 1983 roku ukarano go grzywną za noszenie znaczka Solidarności. Odwołał się, ale bezskutecznie, dlatego do kosztów grzywny doszły jeszcze koszty postępowania Kolegium.
– Aż do 1989 r. SB decydowało o moim zatrudnieniu i wysokości wynagrodzenia. Jak już w jakimś zakładzie popracowałem parę miesięcy, to byłem wzywany do dyrekcji, która mówiła wprost: „Była Służba Bezpieczeństwa, przykro mi, ale musi pan odejść” – mówił A. Geneja we wspomnianym wywiadzie.
Wszystko to nie pozostawiło również śladu na jego życiu rodzinnym. Ciągła presja, podburzanie żony przeciwko mężowi doprowadziły do tego, że wraz z córką kobieta odeszła od związkowca.
– Każdy ma swój próg wytrzymałości psychicznej na takie traktowanie i ona też miała. Zniszczyli Andrzejowi całe życie. Rodzinne dramaty w Solidarności były normą – mówi M. Perlak, która poznała Geneję już w XXI wieku, gdy ten występował w roli oskarżyciela posiłkowego na sprawie szefa MO. – Był tam i wiedział, jakie zadawać pytania, np. o szczury, o robaki w jedzeniu – wspomina pani Maria.
Zdaniem państwa Perlaków A. Geneja spośród wszystkich lokalnych działaczy Solidarności najmocniej zasłużył na godne upamiętnienie, którego po dziś się jednak nie doczekał.
– Nasza znajomość nie była jakoś szczególnie serdeczna. Po prostu uważam, że jego sytuacja obraża moje pouczcie elementarnej sprawiedliwości dla człowieka tak skrzywdzonego, który z poświęceniem działał nie dla siebie, a dla społeczności. Gdy założył Solidarność 80, przynajmniej w słowach bardziej radykalny odłam związku, nawet region się od niego zdystansował – mówi pan Andrzej.
– Gdy dostał wgląd w swoją teczkę z IPN i wystąpił o odtajnienie danych donosicieli, odwiedził część z nich. Reakcje były różne. Ktoś chciał mu płacić, ale odmawiał. Ktoś się popłakał i zarzekał, że nie wiedział, jakie skutki mogą wywołać jego donosy, co pokazuje z kolei tragedię i tych ludzi – komentuje pani Maria.
Państwo Perlak są zgodni i od lat powtarzają: są działacze, których nie pobito, którzy wbrew ustaleniom tajnej rady wychodzili z aresztów na przepustki, nie spotkali się z takimi represjami, a ich pamięć została uhonorowana.
– Lata mijają, jesteśmy coraz starsi i zaczynamy wątpić, czy wreszcie do tego dojdzie. Na terenie zrewitalizowanej „Odry”, np. na ścianie wieży, mogłaby się znaleźć współfinansowana przez IPN tablica poświęcona Genei. Można by jego imieniem nazwać którąś z ulic. Możliwości jest wiele – nie mają wątpliwości państwo Perlakowie.
* A. Geneja zmarł 8 listopada 2020 r. prawdopodobnie wskutek powikłań zachorowania na covid. Wcześniej wiele lat chorował po zakażeniu rzadką bakterią, która zainfekowała go podczas kąpieli w Bałtyku.
* 13 grudnia jest Dniem Pamięci Ofiar Stanu Wojennego – w tym roku 44. rocznicą wydarzeń z 1981 r., gdy Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego i wojsko przejęły władzę w kraju, internowano działaczy opozycyjnych, zawieszono naukę w szkołach i na uczelniach, wprowadzono cenzurę korespondencji, przerwano łączność telefoniczną, wprowadzono godzinę milicyjną.
Zapraszamy na dwie msze:
– w kościele pw. św. Antoniego w sobotę 13 grudnia o godz. 18.30 w intencji wszystkich związkowców dotkniętych wydarzeniami grudnia 81′
– w kościele pw. św. Michała w czwartek 18 grudnia o godz. 17.00 w intencji A. Genei i Szczepana Bąka











