– Niezapomniane wydarzenie, które będę wspominał głównie ze względu na atmosferę – tak o Mistrzostwach Europy w Molveno w pływaniu zimowym mówi ich multimedalista Kamil Orwat, instruktor Pływalni Solan

Start pływackiej kariery Kamila miał miejsce w… Starcie Zielona Góra, do którego dołączył 25 lat temu, mając lat 14. Pływa praktycznie codziennie – trenuje od poniedziałku do piątku, w weekendy wyjeżdża na zawody nawet kilkaset kilometrów od domu.

– Na początku miało to przede wszystkim związek z moją wrodzoną łamliwością kości, bo okazało się najlepszą formą rehabilitacji oraz aktywnością, w której nic nie może mi się stać. Doznałem w życiu kilkunastu złamań, a woda pozwala mi na trenowanie i wzmacnianie mięśni – mówi K. Orwat.

To, co było rehabilitacją, z czasem przerodziło się w pasję pełną emocji, endorfin i adrenaliny. – W żaden inny sposób nie mógłbym tego doświadczyć – nie kryje pływak. – Lubię się ścigać, szczególnie te momenty, jak widzę, że torem obok płynie ktoś o podobnych możliwościach. Wychodzi się z wody pobudzonym, zmęczonym, ale szczęśliwym. Po to trenuję, żeby się zmęczyć. Po treningu lepiej się śpi, lepiej działa mózg – dodaje.

Wody nigdy dość

W 2007 r. Kamil dostał się do reprezentacji Polski osób niepełnosprawnych i rywalizował na zawodach w Niemczech i Danii. To w tamtym okresie sportowo spełniał się najbardziej, a na jego półki hurtowo trafiały puchary i medale Mistrzostw Polski w każdym z kolorów. Najlepiej czuje się w stylu dowolnym i grzbietowym. W jego kategorii zwyczajowo najdłuższy dystans to 400 metrów, on jednak lubi spędzać w wodzie więcej czasu i przepływać do kilometra, a nawet więcej. – Jak pokonałem w formule open water 3 km, to naprawdę poczułem, że płynę! Nie jestem sprinterem – ocenia.

Dwa lata temu, namówiony przez swojego trenera ze Startu, K. Orwat został instruktorem pływania. W lutym minie mu rok pracy na nowosolskiej pływalni. – Trener Mirek dostrzegł we mnie ten potencjał. Wiedzę miałem, wystarczyło tylko zrobić uprawnienia. Mam z tego ogrom radości, żadna wcześniejsza praca mi tego nie dawała – podkreśla.

Temperatura spada – Kamil przyspiesza!

Chociaż w Polsce ciągle rośnie moda na morsowanie, pływanie zimowe jest zupełną niszą. Kamil liczy, że chętnych będzie przybywać. On sam został do tego przekonany podczas wspomnianych zawodów na otwartej wodzie, kiedy dostrzeżono, że mimo trudnej pogody nie przejmuje się niską temperaturą i zimnym wiatrem. – Przyjaciel Krzysiek Kubiak podszedł i zapytał, czy mi to nie przeszkadza. Jak wyjaśniłem, że po pływaniu w wodzie o tem. 27 stopni zawsze czuję się zgrzany, to padły pierwsze sugestie spróbowania pływania zimowego. Dla mnie wtedy to też była nowość – opowiada Kamil.

Od jesieni 2025 r. zaczęły się więc przygotowania do udziału w nowej przygodzie, a dokładnie adaptowanie ciała do pływania w zimnie. K. Orwat trenował w wodzie o tem. 17, 15, 12, 10 i potem jeszcze mniej stopni. Na koniec października pojechał aż pod Warszawę, żeby wystartować na… 100 metrów. – Jak mam jakąś zajawkę, to wyciskam ją na maksa. Chcę uczestniczyć we wszystkich zawodach, w których tylko się da – mówi. – Wtedy w Kozienicach jeszcze się tego uczyłem, trochę się bałem i popełniałem błędy, ale już na trzecim starcie w Katowicach zająłem 1. miejsce na 50 m i to był dla mnie zastrzyk energii do dalszego trenowania – nie kryje.

Zbliżała się zima, temperatura była coraz niższa. Na kolejnych imprezach Kamil pływał więc w wodzie o zaledwie 7, 4 i poniżej 3 stopni, a nawet… -0,3. – To był już styczeń i marina w Gdyni, gdzie woda jest słona, dlatego przy 0 st. nie zamarza automatycznie. 450 metrów i siedem minut w takiej wodzie, no to już dało się poczuć. Wcześniej, w sylwestra, treningowo pokonałem kilometr, co zajęło 18,5 minuty. Pół godziny się po tym telepałem z zimna w samochodzie, ale było fajnie – wspomina ekstremalny pływak.

Zima uwalnia uśmiech!

O szansie na dostanie się do kadry na zimowe mistrzostwa Europy Kamil dowiedział się podczas zawodów w Katowicach. – Możesz zrobić medal w kategorii para (osób z niepełnosprawnością, dop. red.) – usłyszał i zapalił się od razu. Wyzwanie przed nim stanęło nie tylko sportowe, ale i logistyczne, ponieważ wyjazd, kilkudniowy pobyt, jak i same starty we Włoszech (ok. 1,3 tys. zł za udział w sześciu konkurencjach) to spore koszty. – Intensywnie startowałem jesienią, więc nie miałem oszczędności. Na przełomie listopada i grudnia zacząłem odkładać pieniądze. Z inicjatywy Krzysztofa Gajewskiego Fundacja Nad Wodą założyła dla mnie internetową zbiórkę, która udała się wspaniale. Jej wynik to ok. 8 tys. zł! Start ZG wypożyczył mi klubowego busa, a jako kierowca i wsparcie pojechał mój trener – opowiada.

W pierwszych dniach mistrzostw nie tylko woda była zimna. Sypał gęsty śnieg, którego sporo zalegało przy otwartym basenie. Aura prawdziwie zimowego pływania.

– Niezapomniane wydarzenie, które będę wspominał głównie ze względu na atmosferę. Wszystko przebiegało na w pełni profesjonalnym poziomie organizacyjnym, natomiast zimą ludzie nie są tak skupieni na rywalizacji i wyniku. Wyskakują z wody, dostają zastrzyk endorfin i cały czas się uśmiechają. Przybijają piątki, pozują do zdjęć, dzielą wrażeniami z osobami z innych krajów. Inne sporty mogą zazdrościć takiej rodzinnej atmosfery – mówi Kamil.

Do włoskiego Molveno przyjechało ponad 550 pływaków z 32 krajów, w tym około 70 Polaków. K. Orwat był jedynym i zarazem pierwszym w historii zimowego pływania Biało-Czerwonym zawodnikiem z kategorii para. Debiut zaznaczył wybitnie: siedmioma medalami w sześciu startach! – Najbardziej cieszą mnie złote medale na 100 m stylem grzbietowym oraz 250 m stylem dowolnym (w grzbietowym zimą Kamil jest rekordzistą świata w kat. para! dop. red.). Grzbietem na otwartym basenie pływa się o tyle trudniej, że nie widzi się sufitu, jak na pływalni i nie jest łatwo utrzymać się w torze i nie wpadać w liny. Miałem z tym początkowo problemy, a teraz jest już ok, ale nie idealnie, dlatego mogę być szybszy. Na 250 m z kolei mogłem poczuć trochę więcej tego pływania. Szkoda, że te jeszcze dłuższe dystanse miały już wyczerpane limity uczestników, gdy się zapisywałem – mówi.

Pozostałe krążki to dwa srebra na 50 m w stylu grzbietowym i dowolnym oraz dwa brązy na 100 m dowolnym i klasycznym. Dodatkowo nasz pływak wywalczył srebro na 100 m grzbietem w kat. wiekowej 35-39 lat, gdzie razem klasyfikowane są osoby z klasy para i zdrowi.

Cel? Mistrzostwa świata!

Do końca marca Kamil będzie kontynuował starty w serii Ice Cup Poland, która zakończy się finałem na Mazurach w Ełku. Będzie rywalizował na odcinkach dłuższych, jak 500, 750 i 1000 metrów. Latem wróci do formuły open water i pływania na dystansach liczonych w kilometrach. Weźmie udział w obozach i zacznie zbierać pieniądze na start w zimowych mistrzostwach świata w Rumunii, które odbędą się niemal za rok. – To jest mój główny cel. W tym ekstremalnym, zimowym pływaniu czuję się lepiej niż latem, dlatego liczę, że sprostam kolejnemu wyzwaniu – nie kryje.

Kamilu, już dziś gorąco trzymamy kciuki i kibicujemy!