Trzy godziny pytań, ripost i twardych danych. Ostatnia sesja Rady Miejskiej (26.02) upłynęła pod znakiem gospodarki odpadami. W centrum uwagi znalazł się przewodniczący zarządu Związku Międzygminnego Eko-Przyszłość Grzegorz Wiater, który odpowiadał na serię szczegółowych pytań dotyczących kosztów systemu, poziomów recyklingu i planowanych zmian w regulaminie
Najmocniej wybrzmiała statystyka dotycząca ilości odpadów. – W 2024 roku przeciętny mieszkaniec Nowej Soli wytworzył 508 kg śmieci. Dla porównania – średnia krajowa według Głównego Urzędu Statystycznego to 376 kg. Skąd ta blisko 30-procentowa różnica? – rozpoczął serię pytań przewodniczący Rady Miejskiej, Daniel Roguski. Szef związku tłumaczył, że problem ma charakter statystyczny, a nie konsumpcyjny. – W Nowej Soli – ze względu na zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – nie funkcjonują skupy surowców. Odpady, które w innych miastach trafiają do punktów skupu i wypadają poza system komunalny, tutaj są wliczane do ogólnej masy – odpowiadał Wiater. Efekt? Wysoka statystyka „na mieszkańca”, choć – jak przekonywał przewodniczący „Eko Przyszłości” – są to realne poziomy, które mieszczą się w widełkach 360–600 kg rocznie, przyjętych dla polskich miast. Radni nie kryli jednak sceptycyzmu, pytając wprost, czy brak skupów nie powoduje, że część surowców wtórnych trafia po prostu do zwykłych pojemników.
Znacznie poważniejszy problem dotyczy poziomów recyklingu. W 2025 roku wymagany poziom odzysku wyniesie 55 proc. Jak wskazywał przewodniczący Rady Miejskiej, Daniel Roguski, dziś system jest „mocno pod kreską”. Pozostali radni dopytywali czy są mechanizmy, które pozwolą osiągnąć wymagany poziom, a jeżeli nie, to czy operator płaci karę za to, że wskaźnik recyklingu nie jest wypełniany. Radni zwracali też uwagę, że w przetargach startuje tylko jeden wykonawca – PreZero – co ogranicza konkurencję i możliwość obniżania cen. Pojawiły się pytania, czy operator inwestuje wystarczająco w instalacje do sortowania i przetwarzania odpadów. Szef związku podkreślał, że nie ma kompetencji do ingerowania w procesy technologiczne prywatnego zakładu. – Ewentualne kary za nieosiągnięcie poziomów recyklingu mogą być przerzucone na operatora dopiero wtedy, gdy zostaną formalnie nałożone na związek – a to bywa procesem wieloletnim – tłumaczył Wiater.
Po ubiegłorocznej podwyżce mieszkańcy płacą 47 zł miesięcznie od osoby. Obecna umowa z operatorem została przedłużona w formule zamówienia uzupełniającego – na tych samych warunkach – by zatrzymać narastający deficyt. – Do końca trwania tej umowy nie będzie podwyżki – deklarował przewodniczący związku. – Chyba że nastąpi radykalny wzrost ilości odpadów – dodał. Jednocześnie trwają prace nad nowym przetargiem i zmianami w prawie miejscowym. Celem ma być optymalizacja kosztów. Wśród analizowanych rozwiązań pojawiły się konkretne propozycje: rzadszy odbiór odpadów BIO zimą (grudzień–luty), wprowadzenie limitów na odpady budowlane oddawane do PSZOK, możliwe ograniczenia w odbiorze niektórych frakcji, np. szkła czy opon przy gabarytach.
Jednym z najbardziej emocjonujących tematów była planowana rezygnacja z mycia i dezynfekcji pojemników. Dotąd odbywało się to dwa razy w roku poprzez system spryskiwaczy w śmieciarkach. Radni wskazywali jednak, że mieszkańcy często nie odczuwali efektów tej usługi. Pojawiły się obawy, że jeśli mieszkańcy będą myć pojemniki samodzielnie w przestrzeni publicznej, mogą narazić się na mandaty za zanieczyszczanie jezdni lub kanalizacji deszczowej. Związek odpowiada, że usługa była trudna do wyegzekwowania i generowała koszty, których nie dało się skutecznie kontrolować. W skrajnych przypadkach bardzo zniszczone pojemniki nadal mają być wymieniane.










