Zapach świeżo ciętego drewna, dźwięk pił i szlifierek, a między nimi konkretna robota – taka, która szybko wraca do mieszkańców w postaci odnowionych ławek, elementów placów zabaw czy miejskiej infrastruktury. Stolarnia działająca przy urzędzie miejskim to przykład, jak rozsądne zarządzanie może połączyć ekologię, praktyczność i realne oszczędności
Jeszcze kilka lat temu schemat był prosty. Kiedy w lasach komunalnych pojawiał się posusz lub wiatrołomy, miasto zlecało ich usunięcie firmom zewnętrznym. Te wycinały drzewa, zabierały drewno i wystawiały fakturę. Ten model odszedł do przeszłości. – Podjęliśmy decyzję, żeby zejść z kosztów i lepiej wykorzystywać własne zasoby – tłumaczy Jacek Baranowski z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. – Teraz sami pozyskujemy drewno, przecieramy je na miejscu i wykorzystujemy.
Proces zaczyna się w terenie. Pracownicy usuwają posusz lub drzewa powalone przez wiatr. Następnie drewno trafia na tzw. trak, gdzie kłody zamieniają się w deski i kantówki. I właśnie tu zaczyna się druga część tej historii – stolarnia. – To normalny warsztat stolarski – mówi Jan Boroszko, który na co dzień pracuje przy obróbce drewna. – Mamy piły, heblarki, szlifierki, wszystko, co potrzebne, żeby przygotować materiał i zrobić z niego gotowe elementy – wymienia. Efekty tej pracy widać w całym mieście. To tutaj odnawiane są ławki – rozbierane, czyszczone, malowane i skręcane na nowo, zanim wrócą na swoje miejsce w parkach. To stąd wychodzą elementy placów zabaw, donice, kwietniki, ogrodzenia czy drewniane kosze na śmieci.
Tylko w 2025 roku w miejskiej stolarni odnowiono aż 80 ławek. Dodatkowo pracownicy przeprowadzili 480 interwencji naprawczych. Od drobnych usterek po kompleksowe remonty elementów na placach zabaw, kwietników, ogrodzeń i innych części małej architektury. To nie tylko poprawa estetyki i funkcjonalności przestrzeni publicznej, ale też wymierne korzyści finansowe. Zakup jednej nowej ławki to wydatek rzędu 700 do nawet 1000 zł. Dzięki pracy stolarni miasto uniknęło wielu takich wydatków, co w skali roku przełożyło się na oszczędności sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Co ciekawe, wiele projektów powstaje od podstaw na miejscu. Bez drogich zamówień i długich procedur. – Często inspiracje bierzemy z internetu, a reszta to już doświadczenie i praktyka – przyznaje Boroszko. – Dostajemy zadanie i po prostu je realizujemy.
Tak powstały m.in. elementy infrastruktury na osiedlach i wybiegi dla psów. Każdy z nich to efekt pracy kilku osób, które – jak podkreślają – znają materiał od podszewki, bo sami go wcześniej przygotowali. Ale stolarnia to nie tylko produkcja i remonty. To także przykład odpowiedzialnego gospodarowania zasobami. Nie wszystko bowiem nadaje się do wykorzystania jako materiał. – Te fragmenty drewna, które nie nadają się do obróbki, przekazujemy potrzebującym – mówi Baranowski. – Współpracujemy w tym zakresie z Towarzystwem św. Brata Alberta oraz Centrum Usług Społecznych. Drewno trafia do osób, które potrzebują opału, szczególnie będących w trudniejszej sytuacji życiowej. Dystrybucją zajmują się lokalni partnerzy społeczni. W efekcie powstaje system, który działa na kilku poziomach jednocześnie: miasto ogranicza wydatki, odzyskuje surowiec, tworzy własną infrastrukturę i wspiera mieszkańców.












