Przy trzech nowosolskich cmentarzach zamontowano ogólnodostępne defibrylatory AED. Urządzenia mają zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców i umożliwić szybką reakcję w przypadku nagłego zatrzymania krążenia. Zadanie zostało zrealizowane w ramach pierwszej edycji Nowosolskiego Budżetu Obywatelskiego.

Nowe urządzenia pojawiły się przy cmentarzu komunalnym przy ul. Piaskowej, przy cmentarzu przy ul. Wandy oraz na cmentarzu w Otyniu przy kaplicy. Lokalizacje nie są przypadkowe – to miejsca, które każdego dnia odwiedza wiele osób, zwłaszcza seniorów.

Jak podkreśla Adam Waligóra, prezes Stowarzyszenia Zawodowego Ratowników Medycznych „Medyk”, instalacja takich urządzeń w przestrzeni publicznej jest niezwykle potrzebna. – Budżet obywatelski jest świetny, właśnie do realizowania takich inwestycji. W praktycznie każdym mieście takie urządzenia powinny być dostępne. Myślę, że inne gminy również pójdą za tym przykładem i będą wyposażać swoje miejscowości w defibrylatory AED – mówi.

Defibrylator AED to urządzenie, które może uratować życie w przypadku nagłego zatrzymania krążenia. Analizuje pracę serca i w razie potrzeby wydaje polecenie wykonania impulsu elektrycznego, który może przywrócić jego prawidłowy rytm. Co ważne, urządzenia są zaprojektowane tak, aby mogły z nich korzystać także osoby bez wykształcenia medycznego. – AED prowadzi użytkownika krok po kroku. Są komunikaty głosowe, instrukcje obrazkowe – wystarczy wykonywać polecenia urządzenia. To naprawdę bardzo proste – podkreśla ratownik.

Z badań przeprowadzonych przez stowarzyszenie wynika jednak, że wiedza mieszkańców na temat pierwszej pomocy wciąż jest ograniczona. W ankiecie przeprowadzonej wśród 1300 osób jedynie około 30 procent zadeklarowało, że potrafi udzielić pierwszej pomocy. Spośród nich tylko jedna trzecia byłaby gotowa użyć defibrylatora.

Ratownicy zaznaczają, że najważniejsze jest przełamanie obaw. Urządzenie jest w pełni bezpieczne i zaprojektowane tak, aby prowadzić użytkownika przez cały proces ratowania życia. – AED nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić poszkodowanemu. Analizuje rytm serca i samo decyduje, czy wyładowanie jest potrzebne. Najważniejsze jest to, żeby nie bać się działać – dodaje Adam Waligóra.