– Jeśli nie będziemy mieli gwarancji finansowych i jeśli w dalszym ciągu skupienie się na I-ligowym zespole miałoby skutkować obniżeniem jakości naszej akademii, wówczas rozważamy, czy nie wycofać się z rozgrywek – mówi G. Boruszewski, nowy prezes Karton-Pak Astry Nowa Sól

To, co dla części środowiska siatkówki było zaskoczeniem, w środku klubu spodziewane było już wcześniej. Przemysław Jeton z przyczyn osobistych złożył rezygnację z funkcji prezesa. Jego pierwszy zastępca Olek Karimow zrobił to samo i w styczniu powołano nowy zarząd Astry, na czele którego stanęli: Grzegorz Boruszewski (wcześniej drugi wiceprezes), Jakub Czarnecki i Bartosz Witkowski.

Kim oni są?

Bartosz Witkowski to człowiek branży technologicznej, m.in. prezes spółki Esysco, jednego ze sponsorów Koliberków. To ojciec dwóch młodzieżowych reprezentantów Polski w siatkówce plażowej, trener młodzieży w Energetyku Poznań, od ok. roku prezes drugoligowej Tarnovi Volleyball z Wielkopolski.

– Poznaliśmy się na młodzieżowym turnieju. Tak jak ja, w pozytywnym znaczeniu, jest chory na sport. Gorąco wierzymy, że sportem można wychowywać i naprawiać świat. Podawał mi prywatnie i Astrze rękę w takich momentach, w których nikt nie będący chorym na sport, by tej ręki nie podał – opisuje nowego drugiego wiceprezesa G. Boruszewski.

O Czarneckim mówi podobnie. – W Kożuchowie on i jego mama, również trenerka, zbudowali siatkówkę dziewcząt na poziomie finałów mistrzostw kraju. Tam, gdzie inni mówili „nie da się”, gdzie satysfakcjonowano się finałem wojewódzkim, tam Kuba zrobił coś wspaniałego. To zaszczyt, że mogę działać razem z nim i Bartkiem – podkreśla nowy szef Astry.

Sam Boruszewski, jak przyznaje, kiedyś nie przepadał za siatkówką. Uważał, że to nudna i schematyczna gra. – Wciągnął mnie syn, którego z kolei zaprosił do klasy sportowej trener Andrzej Krzyśko. Miałem odnośnie tego mnóstwo wątpliwości, ale zobaczyłem, że jest w tym pomysł. Potem z meczu na mecz otwierały mi się oczy. Poznawałem zasady, zaczynałem rozumieć, że jest tam mnóstwo niuansów, strefy, pozycje, role itd. Zdałem sobie sprawę z tego, że rozumienie gry, w przeciwieństwie np. do piłki nożnej, wymaga ode mnie dużej wiedzy. Siatkarskie przepisy okazały się wyzwaniem i… algorytmem, czyli tym, czym zajmuję się w pracy – opowiada Grzegorz.

Boruszewski jest też współorganizatorem ogólnopolskiej inicjatywy Cyfrowy Skaut polegającej na edukacji nt. bezpieczeństwa cyfrowego skierowanej do dzieci i młodzieży oraz rodziców i nauczycieli. – Widzę ogromną rolę edukacji poprzez sport, to jak jedno ułatwia drugie. Kluby sportowe, szczególnie lokalne, mają z jednej strony potencjał rozwoju młodych, z drugiej ciąży na nich odpowiedzialność za ich rozwój. Chciałbym, żeby właśnie to przyświecało mi w pracy w Astrze – mówi prezes.

Konfrontacja z opiniami

Wieści o zmianach w zarządzie spowodowały liczne komentarze i spekulacje. Kibice Karton-Pak Astry martwią się, że w klubie brakuje pieniędzy i nawet jeśli zespół utrzyma się sportowo w I lidze (na dzień 27.02 Astra jest 13. w stawce 16 ekip – strefa spadkowa od 14. miejsca), to ze względów finansowych sam się z niej wycofa i już nigdy tam nie wróci. Na forach pojawiają się krytyczne wpisy o tym, że w powodzenie projektu nie wierzą sami zawodnicy, że myślami są już w nowych zespołach i stąd mała liczba wygranych.

– To normalne, że łaska kibica jeździ na bardzo pstrym koniu. Natomiast o niczym nie mogę powiedzieć, że „będzie tak na pewno”. Mamy do czynienia ze sportem, który musi być realizowany w sposób odpowiedzialny – mówi Boruszewski.

Jak diagnozuje, lata gry w I lidze spowodowały, że wbrew założeniom akademia Astra nie zrobiła kroku do przodu, a wręcz wykonała kilka w tył.

– Możemy być dumni, że są tu zawodnicy, którzy w przyszłości będą stanowić nawet o trzonie kadry Polski, natomiast tak wysoka klasa rozgrywkowa nie przyciągnęła do nas młodzieży. Kontynuowanie tej strategii na siłę, unoszenie się dumą i ambicją trwania w I lidze, może sprawić, że zostaniemy wyłącznie z pierwszym zespołem. Ten z kolei musi być marketingowym okrętem flagowym, promującym miasto i sponsorów. Jeśli przestaje to być takie oczywiste, to ryzykujemy, że zawiedziemy tych przyszłych kadrowiczów – komentuje Grzegorz.

– Priorytetem ma być wychowywanie dzieci i młodzieży. Musimy mieć kogo motywować do spełniania celów sportowych. A jeśli dziś nasz budżet w większości jest przeznaczony na pierwszy skład, to nie ma narzędzi do pracy z młodzieżą. Kluby, które tak robiły, zniknęły lub tułają się po zakamarkach II i III ligi bez nadziei na powrót do czasów świetności. Chcemy podejmować decyzje odpowiedzialne – za siebie, klub, młodzież, kibiców – podkreśla.

Reasumując, Astra w przypadku braku środków na kontraktowanie zawodników gwarantujących stabilną pozycję w I lidze, nawet utrzymując się w tym sezonie, rozważy wycofanie się z rozgrywek. – Jesteśmy wdzięczni miastu za wielką pomoc. Firmy natomiast, działają w trudnych branżach i wiele tnie poziom wsparcia dla nas. Szykujemy się na każdą ewentualność, natomiast w październiku Astra będzie na dobrej drodze, choć nie wiem jeszcze, do jakiego celu, bo ten jest bardzo uzależniony od finansów – zapowiada G. Boruszewski.

Jeśli zaś chodzi o zawodników, mówi: – Siatkarskie kontrakty są podpisywane najczęściej na rok. U nas, ale i w innych zespołach I ligi oraz Plusligi, zawodnicy rozglądają się za nowymi drużynami. Oceniając to zapomina się jednak o jednym – to są sportowcy. Ich celem jest nie tylko zarabianie, ale i rozwój. Mają swoje ambicje. Wiedzą, że nie trafią do lepszych klubów, do reprezentacji, jeśli mieliby nagle zrezygnować z rywalizacji. Poznałem tych chłopaków i wiem, że nigdy tanio skory nie sprzedają.

Zbudować czołową akademię

Skoro samo posiadanie zespołu I-ligowego nie zachęciło do gry w siatkówkę młodych ludzi, strategia ulega zmianie. – Chcemy wysłuchać młodzież i ich rodziców. Podpatrujemy najlepsze akademie, w tym Trefl Gdańsk, który zdobył nieoficjalnie młodzieżowe (15-16 lat) mistrzostwo świata i w którym byłem z A. Krzyśko na stażu. Chcemy pracować z wykwalifikowanymi i oddanymi trenerami, poszerzyć zakres zajęć również o trening lekkoatletyczny i motoryczny. Cel to budować kompleksowego sportowca i człowieka, stąd też w planie jest praca z trenerami mentalnymi i psychologami. Młody człowiek musi umieć np. współpracować, stawiać sobie cele, radzić z porażkami – wymienia prezes Boruszewski. – Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz, ucząc się od najlepszych i jestem przekonany, że ten model doprowadzi nas do tego, że za kilka lat nasza akademia będzie na trwale jedną z ośmiu najlepszych w Polsce – deklaruje.

Pierwsze zmiany już w najbliższych tygodniach. To m.in. turniej Toms Cup (28-29 marca) z udziałem m.in. wspomnianego Trefla oraz nabory uzupełniające do wszystkich kategorii wiekowych: od tzw. kinder, przez młodzika (który pod wodzą A. Krzyśko awansował do 1/8 mistrzostw Polski) i aż do kadeta (junior).

– Do tej pory, gdy ktoś kończył wiek juniora, szukał sobie miejsca gdzie indziej lub w ogóle rezygnował z siatkówki. Sypię głowę popiołem, bo jako oddelegowany przez wcześniejszy zarząd do spraw akademii, w znacznym stopniu się do tego przyczyniłem. Część młodzieży zawiedliśmy. Nie wiem, czy to nadrobimy, ale na pewno zrobimy wszystko, by to się nie powtórzyło. Stąd też, bez względu na losy pierwszego zespołu, zgłosimy drużynę do III ligi, gdzie będą się ogrywać juniorzy i gdzie będą mogli kontynuować grę nasi absolwenci po wieku juniora. Siatkarska kultura i odbudowa potęgi siatkówki młodzieżowej w mieście – to nasz cel – podsumowuje G. Boruszewski.