W pięćsetletniej historii Nowej Soli możliwość zobaczenia na własne oczy, jak powstaje most przez Odrę, tutejsi mieszkańcy mieli tylko dwa razy. Chyba nie do końca dostrzegamy wagę i rangę tego, co właśnie ma się stać akurat za naszego żywota – ten moment trwale i bardzo wyraźnie zapisze się w historii Nowej Soli i okolic

– Most jak most, pełno ich, nie ma się czym podniecać. Mało to mostów, jeden w tę, czy w tę, jaka różnica? – może ktoś pomyśleć. Jednak kiedy na podwórku ma się pojawić nowy trzepak, to będzie to trzepak nasz. I długo postoi, wszak z trzepakami jest jak z mostami – nie wymienia się ich zbyt często. A że jest nasz, to w ogóle sprawa jest całkiem inna.

Zaskoczy Cię, jak wiele zachowało się wiadomości o dwóch poprzednich mostach, które przerzucały nam drogę za Odrę. Bo most to jednak nie jest zawsze zwykła konstrukcja drogowa. To symbol. Daje nam poczucie pewnej wolności, że jeśli akurat mamy ochotę pojechać w którąkolwiek świata stronę, to możemy. I na północ, i na południe, i na zachód, a mostem – na wschód. Niby oczywista sprawa, ale spytajcie mieszkańców Bytomia Odrzańskiego o most, zobaczcie, co się w nich budzi. Kiedy chcą na wschód, muszą nadkładać drogi, ty możesz to zrobić pieszo i suchą nogą. Metaforyczna wolność wyboru kierunku drogi przecież pięknie przekłada się na życie. Możesz wszystko.

Mamy mieć w Nowej Soli nowy most. Dopiero trzeci w historii miasta. Dlatego dziś o historii mostów Ci trochę opowiem. Nie poruszam tematu mostów pontonowych, tymczasowych, małych, tylko skupię się na tych, które istotnie były najważniejsze.

Drewniany owad

Aż 300 lat od swojego powstania nad brzegiem rzeki Nowa Sól czekała na pierwszy most. Wcześniej transport ludzi i towarów odbywał się za pomocą łodzi. Ale wożenie ludzi i towarów tak dziką i kapryśną wtedy Odrą było zadaniem dla ludzi bardzo pewnych siebie, wręcz zuchwałych. Łódeczki ciosano z tego, co było, na drugi brzeg zazwyczaj trzeba było się przepychać – dosłownie – klasyczne łódki pychówki nie posiadały klasycznych wioseł, a jedynie drąg, który służył do odpychania się od dna. (Nota bene – już niedługo taka odrzańska pychówka powinna na rzekę wrócić, pracuję nad tym). Każda indywidualna przeprawa łódką przez rzekę była związana z niepowtarzalnym ryzykiem, bo z dnia na dzień zmieniało się wszystko: wiatr, poziom wody, pogoda, w końcu ładunek w łodzi – bo jeśli w twoim transporcie trafiła się koza, źrebak czy krowa, a do tego parę osób i sterta siana, mogło zdarzyć się wszystko. Przewoźnicy, których wielu wtedy mieszkało w okolicy i samej Nowej Soli, z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie łodzie, fach i tajemnice rzeki – gdzie jest za płytko, gdzie za głęboko, gdzie wir ssie grząsko, jak musi się wyginać czubek drzewa od wiatru, żeby nie wozić ludzi. Most zawsze był tutaj cywilizacyjną tęsknotą, ale przeszkód było wiele – od konstrukcyjnych po finansowe.

No chyba że była jakaś wojna, to wtedy wojska, np. napoleońskie w 1812, budowały prowizoryczne mosty pontonowe. Ewentualnie, jeśli zima była ostra, przerzucano przez rzekę mosty słomiane. Jak to słomiane? Tak to, że grubą warstwę mokrej słomy rozrzucano na tężejącą rzekę, a kiedy słoma zamarzała, można było po niej jeździć nawet wozem. Czasami, jak w 1815, wojsko rekwirowało barki i z nich przerzucało przez Odrę protezę mostu.

Podejść do budowy trwałej przeprawy przez Odrę było wiele. Burmistrz Matthei, burmistrz Facilides, czyli jesteśmy w pierwszej połowie XIX wieku, starali się o wsparcie rządowe. Kupiec Steinberg zaproponował założenie spółki akcyjnej, która miałaby zbudować most pontonowy. Spółka ta miałaby kupić most we Frankfurcie nad Odrą, który miał zostać zburzony i postawiony tu. Plan nie mógł zostać zrealizowany, ponieważ radni miejscy przyjęli negatywne stanowisko, co ponownie było echem na niepewności związanej ze stanowiskiem rządu w sprawie finansowania. Nowej Soli nie było na most po prostu stać. Aż w końcu przyszedł ten dzień.

23 lutego 1870 roku rząd wydał pozwolenie na budowę mostu na Odrze w pobliżu Nowej Soli Budowę rozpoczęła 6 kwietnia 1870 roku firma Lehmann i Ringsleben z Krosna Odrzańskiego. Most został oddany do użytku 1 grudnia 1870 roku, a dla ruchu oddano go 11 stycznia 1871 roku. Po 300 latach oczekiwania Nowa sól doczekała się stałej przeprawy przez rzekę. Planowano, że posłuży 99 lat. Miał 190,3 m długości i 9 m szerokości, był drewniany, z podnoszonym klapowo przęsłem środkowym, aby mogły przepływać pod nim statki z wysokimi żaglami i kominami. Przejazd był płatny. Projekt nowego mostu oparto na ówczesnej liczbie mieszkańców miasta, wynoszącej około 4500 . Do tej liczby dodano 1600 mieszkańców z okolicznych wiosek. Założono, że średnio dziennie przez most będzie przechodzić 130 pieszych plus i odpowiadający jej ruch pojazdów.

Ci, którzy przez pokolenia wozili wszystko łódkami, pukali fajkami o drewniane burty swoich łodzi wysypując do rzeki resztki, spod siwych brwi zerkali na drewnianą konstrukcją stojącą nad rzeką jak wielki owad, i wiedzieli, że ich czas się skończył.

Kronikarz miejski Schulz relacjonuje w swojej kronice przygotowania do budowy mostu, błędy w planowaniu (postanowienia o zastosowaniu wyższych filarów, budowaniu mostu drewnianego zamiast solidnego), omawia komitet budowy mostu i emisję akcji swojej kroniki. Wspomina też o nieustannych usterkach, awariach i naprawach, w szczególności drewnianych filarów i lodołamaczy, ale także drogi i wysokich barierek, które pomimo impregnacji i smołowania, wymagały ciągłych napraw. Sama jazda nim była niezapomniana – trząsł się, huśtał, skrzypiał, wiele koni ciągnących wozy nie przekonywało do przejścia przez niego nawet najbardziej wyuzdane batowanie, a przejazd przezeń sprawiał, że i woźnica, i pasażerowie przedziwnie na te kilka minut milknęli. A jak puszczała zima i twarde białe zęby kry lodowej kąsały zapalczywie konstrukcję, bywało, że dla bezpieczeństwa go zamykano.

Dokładnie 62 lata później, co do dnia, 13 grudnia 1932 r most drewniany dokonał żywota – w rocznicę jego otwarcia zaczęto go rozbierać. Nie było sensu go remontować. Miasto bowiem zdecydowało się na budowę nowego mostu.

13 lat nowego mostu

Negocjacje w sprawie budowy nowego mostu trwały już od 1926 roku. Otto Trebitz, dyrektor robót miejskich w ówczesnej Neusalz a. d. Oder potrzebę budowy mostu motywował bardzo klarownie: „Tworzenie miejsc pracy to żądanie wszystkich, zarówno władz lokalnych, jak i stanowych. Jednak pieniądze na ten cel pozostają problemem. Są ograniczone i przyznawane tylko tam, gdzie produktywność i jasna podstawa ekonomiczna projektu pokrywają się z najpilniejszymi potrzebami.

Dotyczy to w pełni budowy nowego mostu Neusalz-Oder. Stary drewniany most, oddany do użytku w 1870 roku, od dawna jest w opłakanym stanie. Jego utrzymanie, wymuszane ciągłymi remontami, stanowi nie do zniesienia obciążenie dla mieszkańców. Ponadto, jego nadmiernie wąskie przejścia stanowią niebezpieczną przeszkodę dla żeglugi na Odrze. Powtarzające się wypadki statków w tym miejscu powodują znaczne straty nie tylko dla armatorów, ale także dla całej gospodarki. Stan starego mostu jest niebezpieczny i szkodliwy dla ruchu lądowego. To nagłe odizolowanie miasta i okolicznych terenów, występujące również podczas każdej powodzi, wiąże się ze stratami gospodarczymi. To właśnie są powody konieczności budowy nowego mostu.

Powstało pięć projektów nowego mostu. Miał mieć konstrukcję żelbetowo-żelazną. Zamiast starego mostu, który opierał się na pięciu filarach, nad rzeką rozciąga się 88-metrowa żelazna konstrukcja wsparta na dwóch filarach umieszczonych w rzece. Konstrukcję i filary wyprodukowała zielonogórska spółka Beuchelt & Co.

Obiekt oddano do użytku 12 grudnia 1932 roku. Miał 8 metrów szerokości, 806 metrów długości i 88 metrów szerokości przestrzeni żeglownej między środkowymi filarami, w porównaniu do 10,8 metra w przypadku starego mostu. Była to największa konstrukcja wzniesiona kiedykolwiek przez władze publiczne w tym mieście. Oczywiście nie bez problemów: choć prace przebiegały bez większych wypadków, przerwano budowę na początku zimy 1931 roku, z powodu ogólnych trudności wywołanych katastrofą finansową z lipca 1931 r., związek patronujący budowie nie był już w stanie zebrać funduszy niezbędnych do kontynuowania prac tak szybko, jak było to konieczne. Z tego powodu firmy budowlane zawiesiły prace i wznowiły je dopiero na początku lata 1932 r.

Miastem w tych ekonomicznie trudnych czasach zarządzał burmistrz Heinrich Troeger. Odbyło się uroczyste otwarcie mostu i świętowanie tego faktu. Mamy dokładny opis tego spotkania, opisany przez Anneliese Rimek:

Bankiet w tym dniu odbył się w naszym hotelu (Hotel der Brüdergemeine – dziś Hotel Polonia). Można tylko podziwiać, jak oszczędna była wtedy administracja. Dziś na uroczystość zaproszono by z pewnością kilkuset gości. Jak skromni byli nasi ojcowie. Na kolację zaproszono 18 osób: Pana Prezydenta, Przewodniczącego Okręgu, Burmistrza i radnych miejskich. Zestaw obiadowy kosztował 2,50 marki: klarowny rosół a la Helgoland, pieczeń wołowa a la Gärtnerin, kompot, półmisek serów, kawa i precle.

Most, który miał służyć co najmniej wiek, został wysadzony przez wycofujące się oddziały niemieckie w lutym 1945 roku. Istniał zatem jedynie przez 13 lat. Kolejny, znany w dzisiejszej wersji, czekał na powstanie 10 lat – w 1955 roku odbudowało go Przedsiębiorstwo Robót Kolejowych z Warszawy.

Co po nas zostanie?

I teraz jesteśmy my. Trzecia generacja w pięćsetletniej historii miasta, która obejrzy budowę nowego mostu. Historyczna ranga takiego wydarzenia jest dla mnie oczywista. Ale czy dla wszystkich?

Skoro zachowało się nawet menu z otwarcia mostu w roku 1932, co zachowa się dla potomnych po otwarciu tego nowego mostu? Każdy szczegół: kto budował, kto był na bankiecie, kto przecinał wstęgę i że nożyczki można obejrzeć w muzeum, kto chciał budować, kto nie chciał, kto się dorzucił, a komu było szkoda. Po 30 latach od otwarcia pierwszego, drewnianego mostu w 1870 roku, ludność Nowej Soli potroiła się. Co będzie tu za lat 30, kiedy zrealizują się miedziane marzenia? Czy populacja nam się potroi i powstanie tu np.: stutysięczna aglomeracja? Nie wiemy tego.

Osobiście cieszę się, że przyszło mi żyć w czasach, że będę mógł oglądać na żywo tworzący się nowy most w moim mieście. Że jak będę chciał pójść w tamtą stronę na spacer, to zawsze będę mógł.

Marek Grzelka

Jesień 1932 roku: nowy most jeszcze nie jest otwarty, stary za chwilę zacznie być robierany