Na 2. Nowosolskiej Gali Sportu Amelia Turczyk z Kajakowego Klubu Sportowego otrzymała Złotą Statuetkę, nagrodę główną w dowód uznania trzech ostatnich medali krajowych mistrzostw. Jak zaczęła się jej przygoda ze ściganiem na wodzie? Jakie są jej kolejne cele? M.in. o tym rozmawialiśmy z nią samą oraz jej trenerem

Do pływania namówił Ciebie brat?

Tak, ale ta historia zaczyna się od mojej mamy, która trenowała kajakarstwo, a potem zrobiła kurs trenerski i pomagała w klubie. Potem brat wszedł w kajaki, m.in. był w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie dziś ja jestem. Próbowałam różnych rzeczy jako dziecko, aż w IV klasie postawiłam na kajakarstwo. Wybierałam pomiędzy tym, a baletem. W wieku 12 lat mogłam iść do sportowej szkoły baletowej w Poznaniu lub zostać w KKS’ie. Kajakarstwo jest bardziej wymagające, wyczynowe i jest w nim element sportowej walki, indywidualnej rywalizacji, pewnie dlatego je wybrałam.

Ważnym krokiem była Twoja zmiana kajaka na kanadyjkę.

To było po około dwóch latach trenowaniu na kajaku, w którym przy całej jego wywrotności i tak jest łatwiej usiedzieć i przez to jest tam większa konkurencja. Mimo, że miałam już pierwsze medale, po sezonie w hangarze trener powiedział, że mam się w końcu zdecydować – kajak czy kanadyjka. Na odpowiedź miałam dosłownie 10 sekund. Strzeliłam, że kanadyjka i wygląda na to, że był to dobry wybór. Na pierwszych MP w wieku 13 lat zajęłam pechowe 4. miejsce przegrywając medal o dzióbek kanadyjki, bodajże 13 tysięcznych sekundy. Było to bolesne, ale rok później już byłam dwa razy pierwsza.

W tym sezonie również tak nieznaczne różnice zadecydowały o tym, że nie dostałaś się na juniorskie Mistrzostwa Świata i Europy.

Podczas poznańskich eliminacji do kadry narodowej zrobiłam wszystko, co mogłam, ale taki jest sport. Raz lepiej, raz gorzej. Tu na najważniejszym dystansie olimpijskim mi nie poszło. Ale ja się nie załamuję, wiem, że to jest lekcja, trzeba wyciągać wnioski i trenować dalej.

Ty wnioski wyciągnęłaś właściwe, bo odbiłaś to sobie szybko złotem (junior C-1 na 500 m) i srebrem MP (junior C-1 na 200).

Kadra trenowała do mistrzostw, mnie tam nie było, a byłam pewna, że się tam dostanę. Mogłam tylko kibicować, trzymać za nich kciuki oglądając tę moją sportową rodzinę w telefonie. Z trenerem wzięliśmy się mocno do roboty, żeby na MP się jak najlepiej pokazać. I byłam tak nastawiona, że nawet z finału „B” przeskoczyłam do walki o medale. Praca zaowocowała.

To Twoje największe sukcesu?

Niekoniecznie. Już w poprzednich latach miałam medale na tych dystansach, teraz jednak ścigałam się ze starszymi rocznikami. Generalnie wcześniej prawie zawsze wracałam z krajowych mistrzostw z krążkiem, choć nie zawsze złotym. Do tego niemal co roku wygrywam dla klubu i miasta na długodystansowych mistrzostwach (np. w 2025 r. 1. m w MP C-1 na 3500 m, dop. red.).

W 2026 r. celem głównym będzie ta nieosiągnięta do tej pory kwalifikacja na międzynarodowe czempionaty?

Tak, to główny cel na pierwszą połowę roku. Chciałabym godnie reprezentować Polskę na tych imprezach. Potem przejdę do kategorii młodzieżowej, gdzie celem będzie dla mnie, jako najmłodszej, utrzymać się w kadrze, gdzie będą już nawet olimpijki.

Przed Tobą też niesportowy cel – matura. Jak podchodzisz do tego wyzwania?

Nie stresuje się tym. Większość czasu jestem na obozach i uczę się sama. Muszę się pilnować, żeby nie mieć zaległości i idzie mi to dobrze. Nie mam też presji, żeby wszystko zdać na 100 proc.

Gdzie będziesz kontynuować naukę?

Jeszcze się zastanawiam, ale na pewno będzie to jakoś związane ze sportem. Ze studiami pewnie będzie się wiązała zmiana klubu. Najpewniej wybiorę AWF.

Wróćmy do kwestii sportowych. Opowiedz o codzienności na obozach. Teraz jesteś w Cetniewie, zaraz będzie Zakopane. Lubisz tę rutynę?

Trenujemy dwa razy dziennie, ale różnica między tym, a dniami w szkole jest taka, że dla zbudowania kondycji robimy to mocniej. Dużo jest jazdy rowerem, biegania, siłowni, ale i dbania o regenerację: sauna, kriokomora, dobry sen, dobre wyżywienie. Jest to bardzo monotonne i tęsknię za pływaniem na wodzie.

Jakie są Twoje największe sportowe marzenia i na kim się wzorujesz dążąc do nich?

Jak większość chciałabym reprezentować Polskę na Igrzyskach Olimpijski. To duże marzenie, ale od tego się zaczyna i trzeba za tym podążać. Wzorców mogę szukać w naszej kadrze, bo to np. olimpijki z Paryża Dorota Borowska i Sylwia Szczerbińska. Wrażenie ogromne robi Nevin Harrison z USA, która zdobyła złoto olimpijskie w wieku 19 lat.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Trener Dariusz Cichocki o Amelii:

Znam ją od jej 8. roku życia. Na początku to była bardziej zabawa, a prawdziwe trenowanie zaczęła mając 11 lat. Poszła w ślady brata. Długo nie mogła opanować kajaka, a jak już sobie poradziła, to namówiłem ją na kanadyjkę. Świetnie to zaskoczyło i zaraz zdobyła pierwsze złota Mistrzostw Polski. Obecnym sezon uważam za udany, choć jest niedosyt związany z niedostaniem się na juniorskie MŚ i ME, szczególnie, że zdecydowały o tym tysięczne części sekundy. Natomiast na MP Amelia pokazała, co znaczy KKS, co znaczy ona sama. Pokazała, że stać ją na wiele. Myślę, że niedawna gala Gwiazd Nowosolskiego Sportu też ją podbudowała. Warto organizować tego rodzaju wydarzenia dla naszej młodzieży, bo to oni promują Nową Sól w regionie, kraju i za granicą.

Ostatnie medale zdecydowanie ją wzmocniły, a już była mocna i wie, gdzie dąży. Teraz jasny cel to juniorskie MŚ i ME. Po drodze Amelia będzie musiała pokazać się na krajowych konsultacjach i przejść eliminacje ze ścisłą krajową czołówką. To bardzo spokojna dziewczyna. Skryta, skromna, żeby z niej coś wyciągnąć trzeba ją długo ciągnąć za język, bo sama mi nic nie powie. Wyciszona i skoncentrowana, jak żadna z moich dotychczasowych zawodniczek, które prowadziłem przez 16 lat w klubie. Mam do niej wielkie zaufanie. Praca z nią to czysta przyjemność. Nigdy mnie nie okłamała. Zawsze wykonuje założenia i dokumentuje treningi pokazując, że wykonała plan. Wie po co to robi i wciąż ma wielkie rezerwy, bo jak każdy ma słabsze punkty, które można poprawić, czego ona sama jest świadoma.

Przed nią duży przeskok z juniora do młodzieżowca, gdzie będą rywalki nawet cztery lata starsze. Myślę, że sobie poradzi. Małymi krokami do celu. Jeśli możliwe będzie odpowiednie wsparcie, to wciąż może trenować w KKS Nowa Sól. O nią samą jestem spokojny, natomiast my jako trenerzy i zarząd będziemy robić wszystko, żeby zawodniczka miała tu dobrą bazę do dalszego trenowania.