– Tu wciąż jest mój świat. Mieszkam i pracuję w Oslo, ale zwykle co kilka tygodnia wracam do Nowej Soli – mówi artystka Ilona Sawicka, Nowosolanka, której obrazy można było oglądać w Magazynie Solnym

– Można powiedzieć, że rysowaniem i malowaniem zajmowałam się od urodzenia. Mama to we mnie rozwinęła podsuwając mi kredki. Manualno-plastyczne zdolności zawdzięczam też babci i cioci, z którymi szydełkowałam i robiłam na drutach. Zawsze coś tworzyłam na swoim stoliczku – mówi Ilona Sawicka kilka dni po wernisażu wystawy, który miał miejsce 16 stycznia.

Jej drugą zdolnością była matematyka, dlatego myśląc o liceum marzyła o szkole łączącej plastykę z tą dziedziną nauki. Takiego kierunku jednak nie znalazła i wybrała plastyczną szkołę w Zielonej Górze. Dalej były studia na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Po dyplomie dostała pracę jako nauczycielka plastyki w Gorzowie Wlkp. Udzielała korepetycji z matematyki. Nie rezygnowała z malowania.

– Pojawiła się możliwość otrzymania stypendium w Oslo i dalszej nauki w tamtejszej wyższej szkole sztuki, architektury i designe’u. Nie było łatwo się zdecydować, choćby ze względu na brak znajomości języka, ale przeważyła chęć zobaczenia kawałka świata. Oslo okazało się ładnym miastem z górami i morzem, pięknymi zimami, gdzie dużo łatwiej niż w Polsce można było się utrzymać z pracy artystycznej – wspomina.

Gdy stypendium dobiegło końca I. Sawicka początkowo jednocześnie próbowała sprzedawać obrazy i podejmowała się różnych dorywczych prac, jak sprzątnie czy roznoszenie gazet. W końcu zaryzykowała i skupiła się na malarstwie. – Nie zarabiałam wielkich pieniędzy, ale udało się utrzymywać kolejne lata ze sztuki. Robiłam wystawy własne, uczestniczyłam w zbiorowych. Sprzedawałam przez galerie. Pracowałam z domu, a był czas, że miałam pracownię – mówi Nowosolanka z Oslo.

W Polsce kobieta malowała farbami olejnymi. W Norwegii zobaczyła, że tam na pierwszym miejscu jest akryl. Przekonała się do niego i ona, bo schnie szybciej, nie ma nieprzyjemnego zapachu, a dobrej jakości nie zmienia koloru. W tzw. szkole żelazkowej (od budynku, w którym mieściła się fabryka żelazek) nauczyła się samemu robić blejtramy, zrobiła kurs z obsługi programów do obróbki fotografii i filmu.

– Na płótna przelewałam to, co mnie inspirowało, co pojawiało się w mojej głowie. Próbowałam też abstrakcji, techniki rozlewania plamy, łączenia malarstwa z rysunkiem czy uzyskiwania struktury na obrazie poprzez naklejanie na płótnie kawałków materiału lub za pomocą pasty. Gdy zależało mi na zarobku tworzyłam intuicyjnie odczytując trendy kupców lub wprost robiąc obrazy na zamówienie. Było bardzo intensywnie i po 10 latach poczułam, że mam dość – opowiada artystka.

Przyszedł czas na zmianę i pani Ilona została najpierw scenografem w teatrze, a następnie w 2015 r. kostiumografką w tanecznej grupie Show de Vida. Jakiś czas pracowała dla obu tych miejsc, później skupiła się na projektowaniu, szyciu i naprawianiu kostiumów. – Nie wykształcenie, a umiejętności i pomysłowość są tu najważniejsze. Poza tym życie w Polsce nauczyło mnie, że potrafię robić coś z niczego. A gdy pojawi się ciekawy projekt, to i z teatrem współpracuję – mówi. – Dziś już nie muszę niczego udowadniać. Nie muszę brać na siebie za dużo i nie przesypiać nocy, jak wcześniej – dodaje.

– W przeszłości miałam okresy zwątpienia i podobnie jak inni emigranci zastanawiałam się, czy nie wrócić. Jestem Polką. Jestem Nowosolanką. Natomiast teraz musiałabym zaczynać od zera. A do Norwegii przywykłam. Do ludzi, systemu, pogody. Jestem więc podzielona pół na pół. Jak rodzice zaczęli chorować, spędzałam w Nowej Soli nawet połowę roku. Teraz wracam co kilka tygodni i zostaję, np. na miesiąc, bo tu wciąż jest mój świat – przyznaje malarka.

I pewne jest jeszcze jedno – artystycznych planów ciągle jej nie brakuje. – Daje będę malować. Myślę też o uspokajającym szyciu patchworków na ścianę. W głowie mam już powrót do obrazów inspirowanych gatunkiem poezji haiku, w który wprowadziła mnie poetka Ewa Tomaszewska, która, niestety, zmarła na raka. Już rozmawiałam z Krzysztofem Gąsiorem o tym, aby moja kolejna wystawa w Magazine Solnym poświęcona była inspiracjom haiku malarskim, ale i w wydaniu krótkich filmów. Pomysłów mam więcej niż dni, żeby je zrealizować – podsumowuje.